Wszystkie wpisy, których autorem jest zygmuntbialas

„Kim jestem ja, Emil Hacha?” – 19.07.2020.

„Jestem całkiem zwyczajnym człowiekiem – odpowiada i dodaje – Naród tego nie podpisał [układu z Hitlerem], podpisał to tylko ten nieszczęsny Hacha”.

Dr Emil Hacha (ur. w 1872r.) był uznanym czeskim prawnikiem i tłumaczem literatury anglojęzycznej. Po konferencji w Monachium (29 – 30 IX 1938.), na której zadecydowano o utracie przez Czechosłowację ziem, zamieszkałych przez Niemców sudeckich, udał się prezydent Edvard Benesz na emigrację. Prezydentem państwa został 29 XI 1938r. nieoczekiwanie dr Emil Hacha.

14 marca 1939 roku, w dniu odłączenia się Słowacji od Czech, wyrusza pociągiem do Berlina na spotkanie z Hitlerem w sprawie przyszłości jego kraju. Jest już starym,schorowanym człowiekiem, któremu towarzyszy córka jako opiekunka na wypadek choroby jej ojca.

Führer przyjmuje Hachę o godzinie 01:15 po północy. Informuje go o tym, że za niespełna pięć godzin Wehrmacht wejdzie do Czech, więc albo armia czeska nie stawi oporu i to zapewni państwu szeroko rozumianą autonomię, albo w przypadku oporu państwo będzie zniszczone, a Praga zbombardowana. Hacha wybiera pierwszą opcję, dzwoniąc do premiera Syrovy, by ten wydał dyspozycję o zaniechaniu obrony.

Realizacja wymuszonej umowy przebiegła bez zakłóceń. Tego samego dnia Hitler pojawił się na Hradczanach, mianując dr. Hachę prezydentem Protektoratu Czech i Moraw. Zagwarantował Czechom m.in.:
— własną policję (obok 5 tysięcy niemieckich policjantów);
— własną kadłubową armię w liczbie 7 tysięcy żołnierzy;
— zwolnienie Czechów z obowiązku służby wojskowej.

Były ofiary wojenne – około 36 do 55 tysięcy zamordowanych, czyli zginęło ponad stukrotnie mniej ludzi niż polskich obywateli (takie Czechów szczęście w nieszczęściu).

Wielkim – nie jedynym zresztą – zwycięstwem prezydenta Hachy, zdecydowanego antykomunisty, było odrzucenie koncepcji jakiejkolwiek formy udziału Czechów w wojnie ze Związkiem Radzieckim. Współpracował też tajnie z czechosłowackim rządem na uchodźstwie Edvarda Benesza.

Wielu historyków twierdzi, że prezydent (przynajmniej od 1944 roku) nie był już odpowiedzialny za swe posunięcia ze względu na bardzo zły stan zdrowia.

Aresztowany w maju 1945 roku Hacha został osadzony w szpitalu więziennym, gdzie zmarł półtora miesiąca później. Jest uważany za najbardziej tragiczną postać w historii Czechosłowacji. Inni uważają go za zdrajcę, ale są historycy, którzy twierdzą, iż przez kolaborację z nazistami dokonywał wyboru mniejszego zła.

Pisał Emil Hacha: „Naród tego nie podpisał [układu z Hitlerem], podpisał to tylko ten nieszczęsny Hacha”. Nie całkiem to prawda. Społecznym oparciem władzy Protektoratu Czech i Moraw była masowa organizacja Narodowe Zjednoczenie, której deklaracje członkowskie podpisało ponad 98% Czechów.

Napisał:  Zygmunt Białas

Ruszymy z posad bryłę świata(?) – 17.07.2020.

Pisze blogerka w swym komentarzu: „Революция Достоинства в Украине ciągle żywa. Ura!”

Odpisuje Tiamat:  Nie wiem dokładnie, co znaczy ten okrzyk „Ura!” – Rozumiem, że jest to zachwyt nad ukraińską „rewolucją godności”. Nie jest żadnym sekretem – i podawała to oficjalna prasa – były kamery i zdjęcia, i okrzyki „Sława Ukrainie” na Majdanie.

I nie było tam Putina, ale był Kaczyński i senator McCain z USA, i ambasador USA Pyott i Amerykanka, przedstawicielka USA w UE – pani Viktoria Nuland (aka Nudel), która rozdawała dostojnym powstańcom kanapki, a nawet herbatniki. Za te herbatniki od pani Nuland (aka Nudel) Ukry postanowiły z prawdziwą godnością i dostojeństwem puścić Ukrainę z dymem. I bronił tej godności izraelski żołnierz, który dowodził w Kijowie grupą „Błękitne Hełmy Majdanu”.

My kochamy rewolucje. Jest bardzo trudno wybić z głowy – i sumienia- utarte spojrzenie na świat i koncepcje stosunków społecznych. Jesteśmy przecież wychowani na hasłach Rewolucji Francuskiej: Liberte, Egalite, Fraternite.

I uwierzyliśmy, że można te hasła wprowadzić w życie metodą gwałtów i morderstw. I kochamy rewolucje, bo to jedyna nadzieja na pozytywne zmiany w systemie społecznym(?). Podobnie oceniamy różne ‚spontaniczne’ powstania i zrywy narodowe w Polsce.

Zapomnieli nasi bakałarze wspomnieć, że rewolucje nie są inicjowane przez doły społeczne i pokrzywdzone grupy, a przez uprzywilejowaną wierchuszkę. I to rozkapryszona śmietanka społeczna ma skorzystać z awantury, czyli przejąć władzę i dorwać się do… rozkradania dochodu narodowego..

Rewolucje francuską przygotowała francuska burżuazja. Rewolucję październikową wspomagali i przygotowali zachodni i rosyjscy intelektualiści. W latach 80-tych grasowały po Polsce latające uniwersytety z szalenie ‚intelektualnym’ KOR-em, który podszył się pod ‚obronę praw robotnika’ – a tak naprawdę wpędził robotnika w umowy śmieciowe.

Przygotowanie każdej rewolucji wymaga olbrzymich nakładów finansowych i trwa latami. Potrzebne jest wielkie wsparcie finansowe, intelektualne a nawet i… religijne. Propaganda trwa latami. Jeden taki student-Michnik to już w 1968 roku był aresztowany. Cały naród domagał się jego wypuszczenia; odczekał i swoje osiągnął. Na poparcie dr. Piskorskiego naród nie miał już tej odwagi (ani funduszy) co ‚za komuny’.

Jeśli przyjrzeć się rewolucji na Majdanie, to przecież sterowali tym bandytyzmem sami ‚uczeni’ i… szalenie bogaci. Wszystkie obecne ‚rewolucje’ i ‚spontaniczne’ awantury /protesty społeczne sterowane i opłacane są przez multimiliarderów.

Wystarczy przyglądnąć się hołocie z Majdanu: wszyscy z wyższym wykształceniem, przeważnie oligarchy, z tytułami naukowymi pokończyli ‚instytuty’ i niektórzy mieli nawet odpowiednie przeszkolenie w USA, a niektórzy z samych Stanów Zjednoczonych – na terenie lokalnych uczelni. Od samego początku powstania Ukrainy uczelnie były przejęte przez ‚wykładowców’ zza oceanu.

Przyznał się do tego bardzo prawdomówny Soros, który nie kłamie i niczego nie ukrywa. Warto posłuchać wywiadów, jakich udziela na lewo i na prawo. I niektóre arcy-ciekawe wywiady są nawet w polskim tłumaczeniu. Jest coś takiego w psychice tłumu: dużo łatwiej oszukać masy społeczne niż później wytłumaczyć im, że zostały oszukane.

A oto sam pan Soros – multimiliarder: Soros przyznał się publicznie do odpowiedzialności za zamach stanu i masowe morderstwa na Ukrainie – Prison Planet, link:

http://www.prisonplanet.pl/polityka/soros_przyznal_sie,p672012007

A my ciągle, że to… Rosja.

Napisała:  Tiamat

Tam, gdzie jest gaz, nie ma miłości – 12.07.2020.

Notka Anny-PK „Połączyła ich miłość do gazu” nawiązuje do oficjalnego na Zachodzie przekazu, który w żaden sposób nie odzwierciedla prawdy o tym, co działo się na Ukrainie po kijowskim Majdanie.

Pisze Anna-PK: „Jest to obraz rodzącej się wzruszającej wzajemnej sympatii, która jest zdolna pokonać wszystkie trudności i przeszkody. Tekst pisany przez ukraińskich spadkobierców ‚rewolucji godności’ przeprowadzonej w Kijowie na Majdanie.
Rosyjski szantaż gazowy jest jednym z narzędzi wpływów politycznych Kremla za granicą, a Rosja od czasu rozpadu ZSRR prowadziła wiele ‚wojen gazowych’ z sąsiadami”, link:

https://an40na.neon24.pl/post/156433,polaczyla-ich-milosc-do-gazu

Pomieszanie z poplątaniem. Co to za ‚rewolucja godności’, która rozwaliła państwo? – Przyniosła biedę i bezhołowie. Ukraina utraciła trzy ważne obszary oraz kilka milionów ludzi, którzy wyemigrowali do Rosji i Polski. I o jaki ‚szantaż gazowy’ idzie? – Ukraina przez 25 lat korzystała z taniego rosyjskiego gazu. Po obniżonej cenie w zamian za utrzymanie bazy Floty Czarnomorskiej na Krymie. Ukraina nie dotrzymała umowy, więc utraciła nie tylko Krym, ale też przywileje cenowe przy zakupie gazu. Tyle kosztował Ukrainę zwrot na Zachód (ZB).

Pisze Tiamat  w e-mailu:  Zaczyna mnie już nudzić powtarzanie ad nauseam kłamstw, które nawet Ukraińców mogą zadziwić. Przecież od początku kadencji Trumpa, w Kongresie jest awantura o to, kto i ile nakradł nie tylko gazu z Ukrainy, ale i paru innych gazowych przekrętów narobił. A chodzi głównie o Bidena i jego syna. I parę firm USA.

Dziwne, wiele osób już nie pamięta, że z powodu awantury Indian Dakota, USA nie jest w stanie dostarczać gazu… nikomu, a te firmy, które miały wydobywać i dostarczać ten gaz, to akurat zbankrutowały, bo ten gaz, trzeba najpierw wydobywać bardzo kosztowną i ekologicznie szkodliwą metodą tzw. frackingu; potem trzeba go skraplać, załadować na specjalny, bardzo drogi tankowiec i wieźć do Europy, gdzie trzeba go rozkraplać i transportować do różnych krajów, a zwłaszcza do Polski.

A ta rozdzielna w Świnoujściu ma też własną historię jak z francuskiej komedii pt. ‚Pat i Patachon’. Przecież Polska wydała na budowę tej ‚rozdzielni’ ponad miliard dolarów! I to miał być gaz z… Kataru. Tego już nikt w Polsce nie pamięta?

Rosjanie słyną z tego, że nie zrywają umów handlowych, nie nakładają sankcji na inne kraje i w ogóle wierzą w tzw. wolny rynek… pojęcie całkowicie obce w USA. Wojny o źródła energii nie są niczym nowym. To przecież tak powstała Solidarność w Polsce, bo trzeba było zablokować umowę Anglii z Moskwą o eksploatację i dostawy gazu jamalskiego.

W 2008 roku w Palestynie wybory wygrał Hamas. Natychmiast podpisał umowę z Anglią o dostawy gazu z… Gazy. Ale na ten gaz z Gazy chrapkę od dawna ma Tel Awiw, więc trzeba było zbombardować Gazę… razem z dziećmi, które szły do szkoły.

W 2011 roku prasa na świecie podawała radosną wiadomość o tym, jak Rosja i Syria rozpoczęły budowę rurociągu gazowego. I tak właściwie zaczęła się wojna w Syrii. Bo Zachód zrobił się bardzo nerwowy, że ich gaz nikomu nie będzie potrzebny, a tu przecież cały czas chodzi o… wolny rynek. Ale nie dla wszystkich. Katar też miał zaplanowany gazociąg… z Syrii. Tyle, że bez zgody Syrii.

Tak się głupio złożyło, że zarówno gazociąg syryjski z Rosją, jak i ten z Kataru (bez Syrii i Rosji) miał przechodzić przez… Aleppo. Powiało zgrozą!

I tu się zaczęła bitka, do której przyłączyła się Polska. Mieliśmy dostawać gaz z Kataru… prosto z Syrii. Syria tego gazu nie chce oddać Katarowi, a Polska już poniosła straty inwestycyjne. Ewa Kopacz obiecała, że ‚wreszcie Polska będzie mogła dyktować ceny za gaz’. – A więc na wolnym rynku jest możliwa dyktatura.

Oświadczenie Kopacz było śmieszne, bo wtedy Katar sprzedawał gaz po 600 dolarów za kubik. Węgrzy kupowali gaz od Rosji za 264 dolary za kubik. A Polska też kupowała ruski gaz od… Niemców. Bo Polacy brzydzą się kupować gaz od Rosji. A od Niemców to tak bardziej… euro-pejsko.

Napisała: Tiamat

Kaganiec oświaty – 06.07.2020.

Zachodni zamordyzm, narzucony Polsce i polskim urzędnikom państwowym, nakazuje niszczyć pamięć narodową i szukać kolejnej draki na Wschodzie w ramach ciągłej awantury religijnej o podbój Bizancjum. Wynikiem tego politycznego zamordyzmu jest całkowite niszczenie narodowej tożsamości Polski. Podstawą takiej tożsamości jest historia narodu.

Nam po prostu nie wolno prowadzić narodowego dyskursu na temat własnej historii i nie wolno oceniać własnych dziejów, bo można trafić do więzienia, wylecieć z pracy, z blogu i być potępionym przez armię patriotów, przy czym Polak może być tylko patriotą na smyczy: raz mamy kochać Niemców – a raz nienawidzić. W Monachium i w polowaniach na żubry w Puszczy Białowieskiej byliśmy kumplami z hitlerowskimi Niemcami. Razem z Niemcami napadliśmy na Czechosłowację.

Ale kłamstwa oświęcimskie maja ścisły antyniemiecki charakter: nie można wspominać o Harvara Agreement: żydzi mogli przecież opuścić Niemcy, zabierając cały swój majątek do Palestyny. Wielu, bardzo wielu bogatych i zdrowych, tzn. zdolnych do pracy żydów, wyemigrowało dobrowolnie do Palestyny parę lat przed wojną – więc nie było żadnych planów eksterminacji.

W książce Burchardta „Znaczy Kapitan” dość dokładnie opisano, jak to na polskim statku „Batory” przewożono żydów do Palestyny. A w książkach Szolem Alejchema (w polskim wydaniu ) można poczytać zabawne historie o tym, jak to przed wojną cale tłumy żydów z terenów Polski i Ukrainy wybierały się do Ameryki, bo ‚poszedł hyr’, że idzie wojna i że cala Ameryka czeka na żydów.

Statystyki podają, że 2 miliony żydów wyemigrowało do Rosji i ponad milion do Ameryki lub Palestyny. Znana jest historia, ze żydów nie wpuścili do Ameryki, bo Amerykanie „nie chcieli mieć ‚żydowskich problemów’ u siebie”. W książce Teda Kollecka „For Jerusalem – A Life by Teddy Kollek” Weidenfeld & Nicolson Ltd Great Britain 1978 – autor opisuje, jak agencja żydowska w czasie okupacji niemieckiej zbierała żydów z całej Europy i przewoziła do Palestyny

Prawdą jest, że i Stalinowi (po żydowskich awanturach na Krymie) i Hitlerowi (po Traktacie Wersalskim) marzyło się, żeby pozbyć się żydów z Europy. A w Polsce znane było hasło: ‚żydzi na Madagaskar’. Sam Arkady Fiedler opisuje w swojej książce: ‚Wiek męski, wiek klęski’, jak to sam osobiście uczestniczył przed wojną w komisji, która sprawdzała warunki życia dla żydów na Madagaskarze. Arkady Fiedler był w tej delegacji.

Warunki może i były, ale nie zgodziła się Francja, bo sobie przypomniała, że Madagaskar to francuska kolonia. Teraz co większy bałwan ma opowiadać, że to Hitler i Stalin stworzyli państwo Izrael – tak naprawdę, stworzyła Anglia, USA do spółki z Turcją, której głos przeważył czasie głosowania w ONZ.

W dyskusjach – awanturach na temat przyczyn II wojny światowej jakoś nikt nie wspomina bezpośrednich prowokacji:
a/ fanatyczny syjonista zamordował niemieckiego ambasadora w Paryżu;
b/ Anglia pierwsza wypowiedziała wojnę Niemcom;
c/ Anglia i Francja namawiała Polskę do awantury o ‚korytarz’;
d/ radosna działalność Rydza-Śmigłego.

Jeszcze rzadziej wspomina się, że to Polacy i Czesi wygrali bitwę o Anglię. Naszym bojowym zadaniem jest z całą stanowczością potępiać wyłącznie pakt Ribbentrop -Mołotow, mimo że inne państwa Europy (w tym Polska) miały bardzo podobne umowy z Niemcami podpisane dużo wcześniej.

I tak polityka zamordyzmu zachodnich oligarchów nałożyła na nas… kaganiec oświaty.

Napisała: Tiamat

04.07.2020. – Gorące lata 1938 – 39

Trzy tygodnie temu napisał Władimir Putin artykuł o II wojnie światowej dla amerykańskiej gazety „National Interest”. Pisał tam m.in., że politycy europejscy, a zwłaszcza polscy, chcą ‚zamieść pod dywan’ fakt zmowy monachijskiej. Pakt Ribbentrop – Mołotow był tylko wynikiem krótkowzroczności polityków zachodnich, mających nadzieję, że agresja Hitlera skieruje się na Wschód. „Ta krótkowzroczność, odmowa stworzenia systemu bezpieczeństwa zbiorowego kosztowała życie milionów ludzi i spowodowała ogromne straty” – pisał W. Putin:

https://pl.sputniknews.com/swiat/2020061812607047-putin-polscy-przywodcy-staraja-sie-zamiesc-pod-dywan-fakt-zmowy-monachijskiej/

Austriacki ekspert Aleksander Dubowy, zwracając uwagę na różnicę między rosyjskim i zachodnim ujęciem problemu, przyznaje, że jest to kolejna próba W. Putina wyciągnięcia ręki do Zachodu. Podobnie widzi artykuł niemiecki polityk Willy Wimmer.

Polski IPN ocenia artykuł jako próbę reanimacji stalinowskiej wersji historii: „Budzi zdziwienie – piszą w IPN- że dzisiaj prezydent Rosji próbuje w wolnym świecie lansować tezy będące niemalże dosłowną kopią propagandy z czasów Stalina i Breżniewa”:

https://pl.sputniknews.com/polityka/2020061912612186-onz-zgadza-sie-z-krytyka-putina-sputnik/

W ostatnich dniach czerwca Michael Jabara Carley (ur. w 1945r.), profesor historii, wykładający na University of Montreal, zajmujący się historią Rosji i ZSRR, nawiązał do tekstu W. Putina, publikując artykuł o przyczynach II wojny światowej:

https://pl.sputniknews.com/pisza-dla-nas/2020062912667833-sputnik-na-poparcie-historii-ii-wojny-swiatowej-prezydenta-putina-sputnik/

Profesor Carley opiera swój tekst na materiałach radzieckich, francuskich, brytyjskich i amerykańskich, i potwierdza, że artykuł prezydenta Rosji oddaje istotę sprawy. Przypomina profesor, że to ZSRR dążył do stworzenia bloku państw, które mogłyby powstrzymać zapędy Hitlera. Radziecki rząd próbował też poprawić, szczególnie w latach 1932 – 33, stosunki z Polską. Polacy odrzucili te propozycje.

W 1938 roku Polacy, wkraczając na Zaolzie, okazali się wspólnikiem Hitlera, za co byli krytykowani w Europie (Churchill nazwał Polaków sępami). We francuskim raporcie czytamy: „Z polskiego punktu widzenia niemieckie zagrożenie dla Polski ogranicza się do znanych roszczeń terytorialnych. Z drugiej strony rosyjskie zagrożenie mana celu całkowite zniszczenie państwa polskiego”. Pisze profesor: „Polacy właściwie szantażowali Francuzów: jeśli sprzymierzycie się z ZSRR, pójdziemy z nazistowskimi Niemcami. Co wtedy zrobicie?”

Jesienią 1936 roku wszystkie radzieckie wysiłki na rzecz wzajemnej pomocy zawiodły, a ZSRR znalazł się w izolacji. „Nikt nie chciał sprzymierzyć się z Moskwą – pisze M. J. Carley. – Pomysł polegał na skierowaniu ambicji Hitlera na Wschód, przeciwko ZSRR. (…) Ironią jest oczywiście to, że Polska była wspólnikiem hitlerowskich Niemiec w 1938 roku, a później stała się ich ofiarą”. (…) Do samego końca Polacy byli niepoprawni, grali głupców, zaślepieni nienawiścią do Rosji, ZSRR. Jeśli chodzi o wybór między Niemcami a Rosją, polska elita nie wahała się. Rosjanin był „Azjatą”, „barbarzyńcą”. Niemiec był przynajmniej cywilizowanym Europejczykiem”.

Wysiłki ZSRR w celu uniknięcia izolacji nie zdały się na nic. W sierpniu 1039 roku Stalin zdecydował się na układ, ‚choćby brzydki lub tymczasowy’, by trzymać się z dala od wojny. Wybór okazał się niefortunny. W czerwcu 1941 roku ZSRR znalazł się w izolacji i musiał ponieść milionowe ofiary w walce z hitlerowskim najeźdźcą.

A propos: Michael Jabara Carley urodził się i studiował w USA. Dopiero w 1976 roku, a więc w wieku 31 lat, został obywatelem Kanady.
Opracował:  Zygmunt Białas

Holocaust (2) – wątpliwości i problemy – 02.07.2020.

W poprzedniej notce poruszyłem krótko sprawę komór gazowych i pieców krematoryjnych w niemieckich obozach koncentracyjnych.

W 1999 roku podjął ten problem historyk dr Dariusz Ratajczak w niedługim artykule zatytułowanym „Rewizjonizm holokaustu”, pisząc między innymi, „że nie istniały komory gazowe do masowego uśmiercania Żydów oraz że liczba Żydów, którzy ponieśli śmierć w okresie II wojny światowej jest o wiele niższa od podawanej i traktowanej bardzo rygorystycznie liczby 6 milionów”.

Za swe dociekania przypłacił opolski historyk utratą pracy, sławą ‚kłamcy oświęcimskiego’ i w końcu utratą życia w 2010 roku. Historycy dostali wyraźny sygnał, by nie szukali tu nazbyt dociekliwie i problem pozostał i pozostaje nierozwiązany.

Może ja dodam swoje 3 grosze – pisze Tiamat w e-mailu. – Pisałam o tym już na gajówce, spróbuje w skrócie i z pamięci, bo nie wiem, czy znajdę ten link, a pisałam też w różnych innych miejscach.

Jako uczennica liceum (wyjechaliśmy z Wrocławia, gdy kończyłam szkołę podstawową) musiałam obowiązkowo i co roku brać udział w szkolnych wycieczkach do Auschwitz. Z Krakowa do Oświęcimia jest relatywnie blisko. No więc przez całe liceum rok w rok, pobierałam nauki o ‘martyrologii narodu polskiego’.

A potem, jako nauczycielka III LO im. Jana Kochanowskiego obowiązkowo i co roku musiałam programowo zabierać swoją klasę wychowawczą na ’wycieczkę’ do tego obozu. I co Pan powie? – Za każdym pobytem dowiadywałam się innej historii. Słowo holocaust’ usłyszałam po raz pierwszy, gdy byłam już na studiach. Nikt go wcześniej nie używał. Ostatni raz byłam na takiej ‘wycieczce’ z moimi uczniami w 1979 roku. Ale może wrócę do moich czasów licealnych.

Otóż w klasie maturalnej (a ja zawsze należałam do rebeliantów  i lubiłam siać zamieszanie, a przed utratą stypendium ratowała mnie średnia ocen), pojechaliśmy na nauki do Oświęcimia. No więc w tej klasie maturalnej urządziliśmy sobie na tej wycieczce ’show’. W Brzezince, bo wtedy nam opowiadali, że tylko tam była komora gazowa, kolega Maciek D. namówił nas, żebyśmy weszli do tej  komory i sprawdzili, ilu nas tam się zmieści. Maciek był geniuszem matematycznym i szybko wyliczył, że ‘przepustowość’ komory była słaba. Zmieściło się nas w tej komorze w sumie 11 uczniów. Maciek koniecznie chciał wytłumaczyć nauczycielowi, że mu się ‚cyfry plus czas’ nie zgadzają.

Więc ta komora była wielkości ubikacji w mieszkaniu M-3 w bloku. W suficie był rodzaj wentylatora, przez który wpuszczano gaz. Potem wyczytałam, że to było pomieszczenie do dezynfekcji ciuchów nowo przybyłych więźniów. Robiliśmy sobie wtedy żarty i urozmaiciliśmy sobie tę wizytę różnymi głupimi spostrzeżeniami.

Otóż nam chodziło o to, czy więźniów palili w butach, i jak to się stało, że ciała zostały spalone, a włosy i buty zostały itp. No i po co Niemcy myli więźniów, skoro chcieli ich żywcem spalić. W nowiutkich piżamkach. Bo ciągle w tych gablotach oglądaliśmy te buty, także dziecięce, i włosy, które podobno nie były peruką. Więc dociekaliśmy, że z takich sponiewieranych niedopalonych włosów nie można zrobić peruki. No i szczyt antysemityzmu: kto by chciał się myć mydłem z człowieka i do tego wybranej rasy.

Kiedy ostatni raz ‘zwiedzałam’ obóz ze swoją klasą wychowawczą jako nauczycielka, w obozie brakowało tylko McDonald’sa i ogródka jordanowskiego dla dzieci. Ale sprzedawali… lody. Wycieczki z Izraela do tej pory robią sobie hece w czasie zwiedzania obozu.

Mnie zastanawia, dlaczego ostatnio w wielu ‘wspominkach’ o tym obozie nie ma wzmianki o literaturze obozowej, w tym pamiętników J. Cyrankiewicza i książek Grzesiuka. Wydań pamiętników Cyrankiewicza nie wznowiono. A były tam ciekawe rzeczy, na przykład o tym, jak to Cyrankiewicz był w orkiestrze obozowej i był tam też klub sportowy. Pamiętniki Cyrankiewicza zginęły mi jeszcze w Polsce. Natomiast na giełdzie książkowej w Melbourne wiele lat temu nabyłam książkę niejakiego Dziura-Dziurskiego (przybrane nazwisko) pt. ‚Freedom Fighter’.

Autor był Ślązakiem i mówił płynnie po niemiecku. Pewnie dlatego w czasie wojny został, z racji wykształcenia, inspektorem zdrowia w obozach koncentracyjnych na terenach polskich. Jeździł ten inspektor po wszystkich obozach i sprawdzał warunki higieniczne więźniów. Nie tyle chodziło o więźniów co o kadry niemieckie. Wiadomo, że Niemcy byli zawsze uczuleni na tle higieny i czystości. Chodziło o to, by kadry obozowe nie zaraziły się od więźniów żadnymi chorobami.

Jest wiele ciekawych rzeczy, o których pisze autor. Mianowicie, było 90 podobozów rozsypanych po całym Śląsku. Chodziło przecież o niewolniczą siłę roboczą w śląskich zakładach pracy. Faktycznie zabijano więźniów, którzy się do pracy nie nadawali. W Oświęcimiu więźniowie pracowali też dla amerykańskich firm. Budowali transport, linie kolejowa dla I.G. Farben. Pracownicy byli bardzo potrzebni, bo ‚Arbeit macht frei’, więc nie wszyscy ginęli.

Moja mama opowiadała, że palono nie żywych, tylko zwłoki, jako że Niemcy kremowali zwłoki, co było obce polskiej tradycji. Sam fakt kremacji zwłok robił na Polakach okropne wrażenie, więc łatwo było ’to i owo’ dołożyć do istniejącej już tragedii. Holokaust po grecku oznacza ‚ofiara całopalna’, którą stosowano w Kanaanie. Widać komuś się coś przypomniało.

Polscy żydzi byli faktycznie masowo mordowani. Bo nasi Chasydzi ’nie nadawali się do Izraela’ z powodów religijnych: wierzyli, że – zgodnie z Torah – żydzi mogą wrócić do Jerozolimy po nadejściu mesjasza. Znany był przecież powód mordowania żydów:  miała spłynąć krew żydowska, najlepiej ‘całopalnie’, żeby wstrząsnąć światem po to, by powstało państwo Izrael.

Dziura Dziurski pisze też o inspekcjach Czerwonego Krzyża. Miałam kiedyś te raporty (było ich chyba trzy), ale nie wszystkie nasze książki dotarły do nas w Australii. Przesyłała je nam ‘na raty’ moja siostra, mama i teściowa, więc niektóre gdzieś się mogły zawieruszyć. Autor tej książki po wojnie wyemigrował do Anglii. Tam zmienili mu ‘osobowość’ i dokumenty i wysłali do Australii, gdzie 20 lat temu zmarł w Melbourne.

Na mnie obóz w Auschwitz nie zrobił wielkiego wrażenia  Być może, że odwiedzałam obóz w złym towarzystwie. Natomiast, nie wiedzieć czemu, na wycieczce w Treblince ratowało mnie pogotowie. Widać tam były inne bioprądy.

Napisała:  Tiamat

Pisze bloger Wiatr2020 w komentarzu pod poprzednią notką: Aby coś więcej się rozjaśniło w temacie, trzeba bez obciążeń propagandowych, manipulacyjnych opracowań historycznych pojechać do Oświęcimia i na własne zdroworozsądkowe oczy zobaczyć ten obóz kaźni, aby zrozumieć, że to raczej nie służyło śmierci. Była to raczej wielka ‚sypialnia’ przymusowych robotników

Według przewodników więźniowie co dnia maszerowali przez tę bramę nie do komór, lecz do pracy w niemieckich fabrykach na Śląsku w myśl zasady ‚praca czyni wolnym’. W Treblince (przekaz przewodników) było nawet przedszkole i plac zabaw dla dzieci. W obozie śmierci?! – Wyeksponowane krematorium było dobudowane po wojnie, a poza tym, aby zapobiegać chorobom, epidemii wśród jakże potrzebnej Niemcom siły roboczej skomasowanej na tak małym obszarze, więc palono zmarłych.

Komory gazowe – tam ich nie widziałem. Przewodnicy pokazują jakieś rozwalone fundamenty niewielkiej budowli. Zamordować miliony ludzi w jednym tak małym obszarowo miejscu jest niepodobna. Gdzie masowe groby kości? Spalono w jednym krematorium? Dlaczego tak wielu żydów, i nie tylko ich, przeżyło te wszystkie obozy kaźni i śmierci? – Ale w tej kwestii nie można mieć wątpliwości. Już za pytania można być posadzonym i ukaranym za tzw. antysemityzm.

Napisał:  Wiatr2020

Holocaust – wątpliwości i problemy – 30.06.2020.

Czytamy w poważnych, naukowych książkach historycznych i artykułach, że w holocauście zginęło 6 milionów żydów.

Liczba ta bywa podważana przez tzw. rewizjonistów i niewiele pomagają przytaczane przez nich argumenty. Nie ma niestety swobody badań w celu weryfikacji tych danych. Historyk, który odważy się zakwestionować oficjalne dane, wypada z grona historyków. W krajach zachodnich, w tym w Polsce, rozpowszechnianie tzw. ‚kłamstwa oświęcimskiego’ jest karalne.

Tymczasem dostrzegamy coraz więcej sprzeczności i braku logiki w obowiązującej narracji. Ot choćby czytamy w Wikipedii, że „liczba polskich żydów wśród ofiar zagłady szacowana jest według różnych źródeł od 2,6 do 3,3 mln osób”. Gdyby więc wymordowani byli wszyscy żydzi w Polsce, to skąd przybyło 200 tysięcy ‚polskich’ żydów, by zginąć w holocauście? – Przypomnę, że w II RP w 1938 roku żyło 3,1 żydów. Nie wszyscy zginęli. Znaczna ich część uciekła do ZSRR, sporo przeżyło w Polsce.

W wielu krajach arabskich i w Iranie negacja holocaustu jest oficjalnie uznawana. Osobiście nie widzę powodu, by wierzyć akurat naszym historykom i mediom (którzy w sumie już dość – nie tylko w sprawie holocaustu – nakłamali), a negować dane przedstawiane przez kraje arabskie.

Ważnym problemem w kwestii holocaustu są komory gazowe jako środek uśmiercania żydów. Zaprzeczanie ich istnienia przynosiło sporo problemów osobom, które odważyły się tu zwątpić. Doświadczył tego także opolski historyk dr Dariusz Ratajczak, autor niepozornej książki „Niebezpieczne tematy”, sądzony, wyrzucony z pracy na Uniwersytecie Opolski, który w końcu zmarł ‚w nieznanych okolicznościach’.

A przecież argumenty, jakich użył w krótkim artykule „Rewizjonizm holocaustu” wydają się być logiczne i spójne:
— cyklon B nie nadawał się z wielu powodów do masowego mordowania ludzi;
— nie było możliwe ze względów technicznych masowe uśmiercanie ludzi w pomieszczeniach przedstawianych jako komory gazowe;
— tzw. przepustowość komór i krematoriów była zbyt niska, by uśmiercić miliony istnień ludzkich w określonym czasie.

Czytelnik bliżej zainteresowany problemem holocaustu może wysłuchać i przeczytać obszerne uwagi pod linkami przesłanymi przez Marka Głogoczowskiego i Andrzeja Szuberta:

SZOK! – HOLOCAUST TO OSZUSTWO ? – Oficjalne źródła z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża ujawnione.

https://www.youtube.com/watch?v=w0FJR4UZC3o&feature=share&fbclid=IwAR0u03TaiJj2HsH7DGZ9DKvAd74nhM1Q_J4qX4lZoXSusbcx_SI7siBJxoQ

ARTYKUŁ NA SALON24 – https://tiny.pl/7cpg5

TEKST DR DARIUSZA RATAJCZAKA = https://zygumntbalas.neon24.pl/post/138659,minelo-siedem-lat-od-smierci-dr-dariusza-ratajczaka

https://opolczykpl.wordpress.com/2015/04/26/ogarnia-mnie-zlosc-gdy-slysze-slowo-holokaust/

Napisał:  Zygmunt Białas

Andrzej Duda o Rosji – 25.06.2020.

Amerykańska dziennikarka zapytała dziś w Waszyngtonie Andrzeja Dudę, czy postrzega Rosję jako wroga czy sojusznika.

Wybiórcza i jednostronna jest 3-minutowa wypowiedź prezydenta, w której trzeba by sporo prostować. Są tam jednak zdania, które nie są wyrażeniem jego poglądów, lecz informacją o wydarzeniach: „Dziś mamy sytuację, że Rosja napadła Gruzję, w 2014 roku napadła Ukrainę. I to są fakty, które są całkiem niedawną historią”. Link:

https://www.youtube.com/watch?v=svi_v1NFemQ

Wynikałoby to z niewiedzy Andrzeja Dudy? – Wątpię. Jest to wierutne kłamstwo, powtarzane zresztą przez niego wielokrotnie. Czy Rosja napadła na Gruzję? – Nie, to Gruzja napadła w 2008 roku na Osetię Południową. Możemy o tym przeczytać choćby w Wikipedii:

„7 sierpnia niedaleko granicy z Osetią Południową koło Gori, Gruzja zgromadziła 12 tysięcy żołnierzy i 75 czołgów. Misja OBWE w Cchinwali w czwartek późnym wieczorem 7 sierpnia znalazła się pod ostrzałem artyleryjskim. Z danych Międzynarodowego Sztabu Wojskowego NATO wynika ponadto, że już rankiem 7 sierpnia Gruzini przerzucili na granicę z Osetią Południową 12 tysięcy żołnierzy. W Gori znajdowało się 75 czołgów i wozów opancerzonych, co stanowi jedną trzecią wyposażenia gruzińskiej armii. W nocy z 7 na 8 sierpnia rozpoczął się ostrzał Cchinwali. Gruzini użyli wyrzutni rakietowych, zrzucili bomby kasetowe, a także strzelali z armat kalibru 152 mm”.

Zainteresowanych tą wojną odsyłam do tekstu, link:

https://zygumntbalas.neon24.pl/post/144985,08-08-2008-najazd-gruzji-na-osetie-poludniowa

Czy Rosja napadła na Ukrainę? – Nie, to Ukraińcy sami na własne życzenie rozwalili swoje państwo. I logiczne myślenie się kłania: otóż prezydent Wiktor Janukowicz był przyjazny wobec Rosji. By mógł on jakoś załatać dziury w budżecie, otrzymał niedługo przed kijowskim Majdanem 3 miliardy dolarów pożyczki od Rosji, której teraz Ukraińcy nie chcą oddać. No więc jaki sens byłby w obaleniu sprzymierzeńca?

Tak a propos, Polacy przyczynili się do przewrotu na Ukrainie. Jeździli do Kijowa i Kaczyński, i Protasiewicz. Sikorski tak układał strony, że legalny prezydent Janukowicz musiał uciekać z kraju, a Kukiz umilał swym śpiewaniem pobyt na Majdanie i zagrzewał do przewrotu.

I wracając do Andrzeja Dudy i PiS-u w ogóle. Na kłamstwach i manipulacjach tworzą historię, która potem jest podstawą polityki zagranicznej i obronnej naszego kraju. Błędnej polityki, bo nie może być ona inna, gdy oparta jest na fałszywych przesłankach.

Napisał: Zygmunt Białas

Hunwejbini to my – 21.06.2020.

Tekst napisany przez Tiamat nawiązuje do mojej ostatniej notki zatytułowanej „Alaksandr Łukaszenka – prezydent, który się banksterom nie kłania”.

Była – i jest – zasadnicza różnica miedzy Polakami a Białorusinami, zwłaszcza gdy chodzi o tzw. zmiany ustrojowe po rozpadzie ZSRR. Polacy zabawili się w chińskich hunwejbinów z czasów rewolucji kulturalnej w Chinach i postanowili zniszczyć własny kraj, który się im kojarzył wyłącznie z komunizmem i z Rosją.

Podobnie jak czerwona gwardia hunwejbinów z czasów tow. Mao zachowali się też czerwoni khmerzy, którzy też z prawdziwą nienawiścią rozwalali swój kraj na chwałę USA i Francji, które to demokracje miały szczególne powody, żeby pomagać w zniszczeniu Kambodży. Pol Pot szkolił się we Francji, amerykańskie biznesmeny potrzebowały drzewo tekowe do budowy okrętów. A to, co potem wyprawiały wojska ‚obserwacyjne’ ONZ w Phnom Penh, to można porównać do plagi szarańczy. Amerykańskie hunwejbiny pokazały światu, jak obalać pomniki innym państwom. Cały świat się zachwycał niszczeniem pomnika Husajna.

W 30 lat po ‚wyzwoleniu Polski spod sowieckiego buta’ Polscy hunwejbini PRAWNIE nakazali niszczyć pomniki polskiej historii. Chodzi o to, żeby żadne polskie dziecko nie miało prawa zapytać się równie niedouczonych rodziców, kto to był marszałek Koniew. W USA i UK, polski system hunwejbinów przejęły lokalne bojówki – spece od niszczenia historii własnego narodu. Marzy się amerykańskim wandalom niszczenie pomników Krzysztofa Kolumba. No i może przyjdzie kolej na pomnik prezydenta Lincolna.

A ja się trochę martwię o losy pomnika Pułaskiego w USA; bo co prawda walczył o wyzwolenie USA spod… angielskiego buta, ale przy okazji mogłaby wyjść na jaw historia Konfederacji Barskiej. Niedobrze znać historie, bo można się nabawić kompleksów. Jak dobrze pójdzie, to polskie i kowbojskie hunwejbiny mogą kiedyś zrobić porządek w Egipcie i wyburzać piramidy, bo w tych piramidach to podobno same tyrany leżą i straszą… historię. W Australii już znaleźli się chętni do zburzenia pomnika Jamesa Cooka.

W przeciwieństwie do Białorusi Polacy postanowili zburzyć wszystko, co hunwejbinom kojarzyło się z ‚komuną’, której akurat w Polsce nigdy nie było. A z Rosją kojarzyło się wszystko: od Pałacu Kultury w Warszawie po niemal wszystkie wielkie zakłady przemysłowe, polską armię, polskie stocznie i huty, polskie pokojowe współistnienie z narodami.

Z Rosją sowiecką kojarzy się nam państwo opiekuńcze i bezpłatne lecznictwo i oświata. Jednym słowem, wszystkie osiągnięcia PRL-u postanowiliśmy zniszczyć, żeby ślad po Polsce nie pozostał… bo mieliśmy w planie stworzenie Polski samych biznesmenów. Pamiętam te wariackie zupełnie szkolenia pt. latające uniwersytety, na których różne Kuronie i inne gamonie opowiadały, że „wszystko co państwowe to drogie i prywatna inicjatywa oferuje niższe ceny i lepszą jakość”.

Byłam tylko raz na takim ‘latającym uniwersytecie’, bo mnie byli uczniowie zaciągnęli na takie szkolenie przy ul. Floriańskiej w Krakowie. Dowiedziałam się wtedy, że w Ameryce każdy robotnik dostaje takie specjalne buty w prezencie od pracodawcy, żeby mogli ‚lepiej pracować’. I było o samochodach przed każdym własnym domem. I że Ameryka to kraj samych milionerów-samorodków. Straszne idiotyzmy!

Nikt się w PRL-u nie zastanawiał, jak to jest możliwe, żeby podziemna, nielegalna, antypaństwowa organizacja mogła być oficjalnie zarejestrowana. Do tego jeszcze szalenie pobożną organizacja, której bardzo (wtedy) pobożny przywódca obnosił się z wizerunkiem Matki Boskiej w klapie… no i ten ogromniasty długopis, też z Matką Boską. Była to zwyczajnie profanacja z punktu widzenia religii i szarlataństwo polityczne. Ale w PRL-u ‚komuniści’ zgodzili się na rejestrację tej kościelnej organizacji. (Dr Mateusz Piskorski nie miał już takiej szansy).

A Białoruś? – Wtedy, gdy Polacy tak dalece znienawidzili swoją ojczyznę, że postanowili wywrócić kraj do góry nogami, Białoruś za wszelka cenę próbowała zachować wszystko, co narodowe i zachować wszystko, co może się przydać do dalszego rozwoju kraju. Pamiętam, że Łukaszenka nie miał łatwo. Jako były kierownik kołchozu miał stygmat ‚kołchoźnika’

Ukraińcy zaś, podobnie jak Polacy, postanowili zarżnąć swój przemysł i oddać całą gospodarkę i nawet armię w ręce zachodniego biznesu. Nie wiem, ile pieniędzy płaci polski podatnik na okupację Ukrainy i mordowanie Słowian w Donbasie, ale Radek Sikorski przyznał się kiedyś, że Polska płaci 5 mln dolarów rocznie na dywersję na Białorusi. A Białoruś tymczasem trzymała zarobione pieniądze dla siebie.

Rząd Białorusi zatrzymał całą bazę przemysłową i akademicką w kraju. Białorusini mają jednych z najlepszych w świecie programistów. Zachowali system edukacji i infrastrukturę; nie chcieli niszczyć wszystkiego, co osiągnęli po ciężkiej wojnie; a zyski postanowili mieć tylko dla siebie. Bo sobie ukochali ten skrawek planety, na którym im przyszło żyć i pracować.

Z tych uchodźców z Białorusi, którzy w ciężkich dla Łukaszenki czasach prosili o azyl na Zachodzie, a których spotkałam osobiście – wszyscy wrócili na Białoruś; zwłaszcza młodzież bardzo narzekała na zachodni system edukacji.

W brydżu jest taka zasada: nieważne, ile masz punktów w kartach – ważne jak je potrafisz wykorzystać, żeby wygrać. W porównaniu z ‚kołchoźnikiem’ Łukaszenką polskie spece od Okrągłego Stołu to zwyczajni… szulerzy i kanciarze.

Napisała:  Tiamat

A. Łukaszenka – prezydent, który się banksterom nie kłania

Wygrał pierwsze wybory prezydenckie w 1994 roku na Białorusi, a potem kolejne, pozostając już 26 lat głową państwa. Krytykowany i ośmieszany przez ‚cywilizowany’ świat, wybrał własną drogę rozwoju Białorusi, współpracując ściśle z Rosją na polu gospodarczym, kulturalnym i militarnym.

Białorus poniosła ogromne straty w czasie okupacji niemieckiej: 2,5 miliona ofiar (około 28% ludności) i zdewastowana infrastruktura i gospodarka były pozostałością wojny. Jako republika radziecka została odbudowana i rozwinięta. Swą państwowość ogłosiła 25 sierpnia 1991 roku i pierwsze lata nie były łatwe.

Próby prywatyzacji i urynkowienia gospodarki za czasów przewodniczących Rady Najwyższej S. Szuszkiewicza i M. Hryba nie wypaliły. Na bazie niezadowolenia społeczeństwa wybory prezydenckie w trzecim roku istnienia państwa wygrał zdecydowanie w I turze Alaksandr Łukaszenka. Od tego czasu, a ściślej od 1996 roku, notuje Białoruś nieustanny wzrost gospodarki, sięgający do 7% rocznie.

Sektor państwowy wytwarza 80% PKB i system takiego gospodarowania nazywany jest socjalizmem rynkowym. Stopa bezrobocia wynosi 1%, choć niektórzy złośliwi mówią realnym o 30-procentowym bezrobociu. Zadłużenie zagraniczne wynosi 16,3 mld dolarów, tj 5-krotnie mniej niż na Ukrainie i 20-krotnie mniej niż w Polsce. Ścisła współpraca gospodarcza z Rosją przyniosła pozytywne skutki. Białorus kupowała gaz 6-krotnie taniej niż Polska.

Alaksandr Łukaszenka jest prezydentem, który zdecydowanie występował po stronie Slobodana Milosevica, Saddama Husajna, Muammara Kaddafiego i Kim Dzong Una. Kwestionował fakt czystek etnicznych w Kosowie i sprzeciwiał się inwazji na Afganistan i Irak, porównując je do ataków Hitlera na Czechosłowację i Związek Radziecki.

Alaksandr Łukaszenka nie pozwolił na szopki z koronawirusem. Były zalecenia, ale żadne nakazy. Mówił w kwietniu br. „Trudno jest być samemu, iść pod prąd. Podjąłem jednak decyzję, że nie powinniśmy się zamykać, powinniśmy pracować”. – To wielki sukces prezydenta i narodu.

Szydercy piszą, że gospodarka Białorusi skurczyła się z powodu covid19 w kwietniu o 4%. Porównajmy: w Unii Europejskiej zmniejszyła sie produkcja o 17,3%, a w Polsce o 25,1% w porównaniudo ubiegłago kwietnia (to zasługa Morawieckiego i Szumowskiego).

Aktualnie jest Białoruś przed wyborami prezydenckimi, wyznaczonymi na 09 sierpnia. Opozycja wystawiła około 50 kandydatów, z których część z rozmaitych względów nie wystartuje. Najpopularniejsi z nich to bloger Siarhiej Cichanouski, bankier Wiktor Barbaryka oraz Waler Capkała. Ten pierwszy siedzi w areszcie za udział w nielegalnej akcji, co pozwala urzędnikom UE wtrącić swoje trzy grosze.

Napisał:  Zygmunt Białas

PS. Więcej aktualnych informacji o zbliżających się wyborach na Białorusi znajdzie Czytelnik w tekście Stanislava, link:

https://wps.neon24.pl/post/155852,bialorus-przed-sierpniowymi-wyborami-prezydenckimi