Nie wiadomo, czy Piskorski nadal siedzi

W sądzie apelacyjnym w Warszawie odbyło się posiedzenie sądu w sprawie zażalenia na przedłużenie tymczasowego aresztowania Mateusza Piskorskiego o kolejne sześć miesięcy.

Posiedzenie oczywiście jak zwykle było niejawne. Jak zwykle również sąd odmówił wzięcia udziału w posiedzeniu Piskorskiemu. I to w sytuacji, gdy dopiero co Komisja ONZ ds. zatrzymań arbitralnych, nakazała polskim władzom uwolnienie Piskorskiego, wypłacenie mu odszkodowania i ukaranie winnych jego cierpień.

https://www.youtube.com/watch?v=p0u0iyb4Yq4

Jednym z zarzutów bezprawnych działań polskich władz wymienionych w raporcie ONZ, było właśnie uniemożliwienie Piskorskiemu podstawowego prawa do obrony, jakim jest udział we własnej sprawie. Jest to też jasny sygnał do Organizacji Narodów Zjednoczonych, której władza mówi — będziemy robić co chcemy i możecie nam naskoczyć!

Zasadność tymczasowego aresztowania lub jej brak, sąd rozpatrywał w składzie trzech sędziów, którym przewodniczył tym razem nikomu wcześniej nieznany sędzia Jerzy Leder.

Posiedzenie rozpoczęło się z opóźnieniem około godziny trzynastej. Trwało stosunkowo krótko. Tyle co wypicie filiżanki kawy. Zgromadzoną przed salą sądową publiczność wkrótce poinformowano, że ogłoszenie wyroku odbędzie się w sali nr 3 na pierwszym piętrze o godzinie 14:30. Publiczność zgromadziła się ponownie w sądzie pod wspomnianą salą około godziny 14:15. Do ludzi wyszła protokolantka i zapytała czy ktoś tu oczekuje na ogłoszenie postanowienia w sprawie Mateusza Piskorskiego? Kilka osób podniosło ręce do góry. Pani protokolantka przekazała, że ogłoszenie nastąpi wkrótce i zniknęła.

Jakiś czas temu, też z kamerą byłem na ogłoszeniu postanowienia przy okazji poprzednich zażaleń, a materiał z tego był publikowany na Sputniku. Wtedy to sąd ogłosił, że podtrzymuje decyzję sądu niższej instancji, zażalenie obrońców Piskorskiego odrzuca, ale uzasadnienia nie przedstawi, ponieważ jest ono… jak zwykle niejawne.

Tym razem było inaczej. Nowy sędzia po wpuszczeniu publiczności na salę oznajmił, że już postanowienie, a nie tylko samo jego uzasadnienie jest niejawne, a publiczności kazał się z sali wynosić. Mnie kazał wyłączyć kamerę, ponieważ nie pozwolił filmować.

Ale ja go nawet o pozwolenie nie pytałem. Bo czy to rozprawa czy posiedzenie, jawne czy niejawne, jeszcze się przecież nie zaczęło. Po chwili zacząłem ponownie filmować, bo takie skandaliczne bezprawie i bezczelność sądu wymagają udokumentowania i upublicznienia.

Co w takim razie z Piskorskim? Sąd zażalenie przyjął i wypuścił go z aresztu? Nie wiadomo. Sąd zdecydował, że tego faktu nie poda do wiadomości opinii publicznej. Od teraz sam już fakt, czy jest aresztowany czy nie jest, pozostaje tajnym,…a sąd wiedział, nie powiedział, a to było tak: siała baba mak…” i tak w kółko — przypomina się dziecięcy wierszyk.

A ONZ? A niech sobie pisze dalej swoje pisma… na Berdyczów?

Jarosław Augustyniak

Artykuł z:  https://pl.sputniknews.com/opinie/201806268240473-sputnik-mateusz-piskorski-polska-warszawa-areszt-sad-posiedzenie-niejawne/

Reklamy

Czy Rosja jest realnym zagrożeniem dla Polski?

Cała polska polityka zagraniczna służy mobilizowaniu opinii publicznej przeciwko Rosji.

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem, profesorem  Adamem Wielomskim.

 — W ostatnich tygodniach politycy państw Unii Europejskiej na wyścigi zabiegają o powrót do normalnych relacji z Moskwą. Z bólem w sercu pisze o tym Andrzej Talaga w „Rzeczpospolitej”. Sam przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zaapelował o zaprzestanie demonizacji Rosji. Zauważył także, że mając na uwadze wielkość i znaczenie Rosji, nastał czas, by Unia Europejska zaczęła odbudowywać relacje z Moskwą. Czy podziela Pan ten apel polityka UE?

— Powiem tak — myślę, że to nawet nie jest kwestia podzielania czy nie podzielania, to jest fakt, który dzieje się po prostu na naszych oczach. Wiąże się to z kryzysem i rozluźnianiem się tak zwanego sojuszu euroatlantyckiego, czyli strategicznego sojuszu Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską, co wynika przede wszystkim z faktu, że Donald Trump prowadzi politykę bardzo egoistyczną, nastawioną wyłącznie na interesy Stanów Zjednoczonych kosztem sojuszników. Widać to choćby w takich sprawach jak Iran, kiedy to próbują zmusić swoich partnerów do zerwania korzystnych dla nich traktatów handlowych z powodu racji politycznych USA, absolutnie niepodzielanych przez sojuszników zachodnioeuropejskich.

Przede wszystkim wynika to jednak z tego, że rozpoczyna się wojna handlowa amerykańsko-europejska, mam tutaj na myśli podniesienie ceł. No i w takiej sytuacji rozluźniania się stosunków euroatlantyckich można powiedzieć, że Europa odzyskuje swą niezależną politykę międzynarodową, i w naturalny sposób rozluźniając stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, będzie je nawiązywać z tymi krajami i regionami świata, z którymi Amerykanie mieli złe stosunki. Mam tutaj na myśli przede wszystkim Rosję.

Sądzę, że te nawoływania ze strony zachodnich polityków do zmiany relacji z Rosją są po prostu skutkiem zmian w polityce światowej.

— No, ale innego zdania jest autor „Rzeczpospolitej”, o którym wspomniałem, cytuję jego słowa: „Niewykluczone, że i u nas narodzi się w końcu pokusa resetu stosunków z Rosją. Warto zdusić ją w zarodku, ponieważ paradoksalnie im nasze relacje z Moskwą są lepsze, tym gorzej dla bezpieczeństwa Polski.” Ile prawdy jest w tym twierdzeniu?

— Można powiedzieć, że jest to stanowisko podzielane przez elity Prawa i Sprawiedliwości, które w tym konflikcie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską opowiedziały się wyraźnie po stronie amerykańskiej. Widać to choćby w takich decyzjach jak opowiedzenie się strony polskiej w Radzie Bezpieczeństwa ONZ przeciwko Palestyńczykom po stronie Izraela, czy też w ostatniej wypowiedzi prezydenta Dudy, krytykującej Iran — chociaż jak wiadomo to Stany Zjednoczone jednostronnie wypowiedziały układ nuklearny z Teheranem.

Myślę, że kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości podjęło decyzję, aby w sytuacji wyboru pomiędzy Waszyngtonem a stolicami zachodnioeuropejskimi całkowicie i jednoznacznie opowiedzieć się po stronie USA. Powiem szczerze, że mnie osobiście dziwi tego rodzaju ufność pokładana w Waszyngtonie, po drugie dzieje się to w sytuacji, kiedy państwo polskie jest na cenzurowanym w Ameryce, m.in. ze względu na ustawę o IPN. Myślę, że logika samej rozgrywki politycznej powinna polegać na tym, że państwo polskie powinno pokazać USA, iż posiada inne alternatywy geopolityczne. Niestety podjęto u nas decyzję, że Polska będzie tym bardziej gorliwym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, im bardziej będą one próbowały wymuszać na Polsce pewne decyzje.

Nie ukrywam, że oceniam tę linię polityczną jako krytyczną, ponieważ oznacza to, że Polska nie ma w Rosji sojusznika, będzie traciła sojuszników na Zachodzie Europy i zostanie tak naprawdę (właściwie już została) sam na sam ze Stanami Zjednoczonymi.

 — Andrzej Talaga ma również inne argumenty, pisze na przykład, że jeśli nastąpiłaby normalizacja relacji z Rosją, trudno będzie dalej przekonywać polskie społeczeństwo do podnoszenia wydatków obronnych, zniknie przyczyna stacjonowania na polskiej ziemi amerykańskiej dywizji pancernej, no i trudniej, według Talagi, byłoby Polsce mobilizować Zachód do wspierania Ukrainy. Co Pan sądzi o tych argumentach?

— Ja się całkowicie zgadzam z tymi argumentami, to znaczy stoję na stanowisku, że rzeczywiście cała ta polityka zagraniczna służy mobilizowaniu opinii publicznej w Polsce przeciwko Rosji, a zmiana stosunku krajów zachodnioeuropejskich do Rosji, zmiana polityczna oznacza, że w Polsce należałoby teraz jeszcze raz wytłumaczyć ludziom, dlaczego jako jedyni mamy być przeciw. Zwracam uwagę, że teraz bardzo dużo mówi się o zwiększeniu wydatków na wojsko, na obecność amerykańską, tymczasem kiedy spojrzy się na sąsiednie Niemcy, to nie da się nie odnieść wrażenia, że Niemcy mają swoją armię głęboko niedoinwestowaną — z tego prostego powodu, że nie uważają za realny konflikt, w którym niemiecka armia musiałaby bronić niemieckiej ziemi.

I pojawia się pytanie, czy Rosja jest rzeczywiście takim zagrożeniem dla Polski, jak jest to przedstawiane, czy też niemieckie ośrodki analityczne mają rację, uważając, że takie zagrożenie nie istnieje i te pieniądze nalepiej jest przeznaczać na inwestycje, na cele socjalne itd.

 — Panie profesorze, jeśli zalążki resetu Zachodu z Rosją już widzimy, to o resecie Polski z Rosją mowy nie ma.

— Dopóki u władzy będzie Prawo i Sprawidliwość, jakakolwiek myśl o resecie stosunków polsko-rosyjskich jest niemożliwa i każdy polityk, czy każde medium, dziennikarz, czy ktokolwiek inny, kto wygłosi tego typu pogląd, będzie traktowany jako agent wpływu, element wojny hybrydowej, czy coś w tym rodzaju. Nie mam żadnej wątpliwości, że kierownictwo PiS-u do takiego resetu nie jest zdolne.

Pierwodruk: https://pl.sputniknews.com/opinie/201806048093082-Polska-polityka-zagraniczna-USA-Rosja-zagrozenie-PiS/

Literatura, żydzi i my – 02.06.2018.

Tyle książek przeczytałem i teraz, na jesień swego życia, widzę, że nie te książki czytałem” – pisałem kiedyś do blogera Metro.

Panie Zygmuncie – odpowiada Metro – przypomniała mi się Pańska refleksja pt „czytałem nie te książki”. Makow wrzucił tekst pod tytułem „CIA wykreowała współczesną literaturę amerykańską”.Polskie tłumaczenie maszynowe to pewnie surogat przekładu, ale tłumaczenie na niemiecki mogłoby już być porządniejsze, dlatego podaję link: https://www.henrymakow.com/2018/06/CIA-Manufactued-Modern-US-Literature%20.html  – Tam w komentarzach ludzie wrzucali refleksje podobne do Pańskich.

Literatura to oczywiście tylko część kultury. Cała współczesna (pod)kultura ma przekonać odbiorców, że ludzkie życie jest bezcelowe, trywialne i generalnie paskudne, z małym wyjątkiem nieograniczonego seksu ze wszystkimi i kupowania towarów.  Z grubsza to odpowiada postulatom „szkoły frankfurckiej”.

Pozdrawiam,

Metro

.
Odpowiedziałem: Nie znalazłem niemieckiego tłumaczenia. W ogóle to zauważam kryzys w niemieckim blogowaniu. Przeczytałem z translatora linkowany przez Pana tekst. Przenoszę tu początkowy fragment: „Miles Mathis mówi, że współczesna kultura to zasadniczo programowanie umysłu przez CIA, ramię Iluminatów kartel bankowy. Systemowe niszczenie tradycyjnej sztuki ma promować „alienację”, satanistyczny pogląd, że ludzkie życie jest z natury pozbawione znaczenia, niespójne, trywialne i brzydkie”. –
.
— Trudno mi się tu odnieść do całości obecnej literatury. Zdaje się minęły już czasy wielkich dzieł na miarę Lwa Tołstoja czy Fiodora Dostojewskiego.   Czy to jednak CIA decyduje o rynku księgarskim? – Osobiście wątpię. W historii literatury były już   „odśrodkowe” tendencje, było obrzydzenie życiem. Przychodzą mi do głowy np.:„Till Eulespiegel”, „Die Leiden des jungen Werther”, „Obrzydzenie” Sartre’a i cała – zdaje się – literatura egzystencjalistów (i nie tylko egzystencjalistów).
.
Ten „odpowieni” wpływ jest może widoczny w dzisiejszej prasie i w filmie, ale czy tu CIA miesza, to nie jestem przekonany. I moja uwaga o pisarzach żydowskich. Wspierają się żydzi: Rainer M. Rilke pisze wiersze (bardzo piękne zresztą), Mieczysław Jastrun je tłumaczy, a Artur Sandauer pisze krytykę. Ci dwaj ostatni to ojcowie znanych w Polsce celebrytów. Trzeba jednak wspomnieć, że ta literatura (np. polska czy niemiecka), pisana przez żydów, jest na wysokim poziomie. Dlaczego im łatwiej? – Między innym dlatego, że jako „obywatele świata” nie mają tylu ograniczeń moralnych, emocjonalnych czy formalnych.
.
Pozdrawiam,
ZB.
.
.
Panie Zygmuncie – pisze Metro. – Jest taka ważna książka „Antysemityzm, historia i przypadki” wydana w 1896 roku:   https://www.amazon.fr/Lantis%C3%A9mitisme-Son-histoire-ses-causes/dp/2357480572  – Autor, Lazare, to był jakis ważny żyd, syjonista, syn fabrykantów z Francji, kolega Teodora Herzla. We wstępie on mówi, że XX wiek będzie należał do żydów ze względu na „networking”,wspólne dążenia, wzajemne wsparcie, generalnie wiadomo o co chodzi. Prorok 🙂

Teza, że CIA decyduje o współczesnej literaturze, to może jest i uproszczenie. Ten artykuł nie jest napisany na przesadnie wysokim poziomie. Ale to tak działa w rzeczywistosci, nie ma w tym wielkiej przesady. W warunkach polskich promocję robi Gazeta Wyborcza,telewizje, EMPIK. EMPIK chyba ciągle należy do Jarona Brucknera, więc to wszystko to są żydowskie instytucje. Duzi wydawcy na całym świecie to żydzi. Więc oni wszyscy mają wspólny pogląd na świat, mogą się różnić w szczegółach, ale generalna polityka jest identyczna. Jesli mamy kartel żydowskich instytucji, to nie musi być jednego centralnego biura koordynacyjnego, aby zaistniała jedna spójna polityka. Tłumaczył to Izrael Szamir. I tak to pewnie działa.

Istnieje cały przemysł, który jest tak zorganizowany, aby żydzi wyszli na liderów. Pewnie Pan słyszał o Wojciechu Cejrowskim. To stypendysta Sorosa. Proszę rzucić okiem na jego, nawet koszerny, życiorys. Jego pierwsza praca to pomocnik cinkciarza i cinkciarz. Ziemkiewicz – stypendysta Sorosa, itp. Nawet premier Węgier Orban to stypendysta Sorosa. Pewnie Soros ma na niego jakies kompromaty.

Jeśli żydzi mają media, domy wydawnicze, to oni decydują, co może stać się znaną literaturą. Nie musi działać centralny osrodek sterujący /koordynujący typu CIA. Z oczywistych względów będą promować swoich, bo swoi są lepszymi wykonawcami ichniej polityki. Sam w życiu prywatnym po wielu latach poczyniłem obserwację, że bardzo często osoby zafascynowane współczesną podkulturą bądź jej fragmentem, to właśnie żydzi. A dlaczego? – Bo ta podkultura to realizacja jakichś fundamentalnych żydowskich dogmatów czy tęsknot. Ich świat jest dosć zamknięty. Jak pisze Oliver w tym tekscie, co Panu rekomendowałem, oni nawet jak używają naszego języka, to przypisują konkretnym słowom zupełnie inne znaczenie. W ten sposób nami manipulują, a sami porozumiewają się tajnym kodem, w którym pozornie nie ma nic tajnego.

Podobno stary Sandauer powiedział kiedyś, że naród polski ma słowiański tułów i żydowską głowę (dzisiaj powiedziałoby się „elity”). Sandauer miał rację. To co Pan pisze i to co mówił Sandauer jest realizacją słów ichniego boga (Wyj 19, http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=69):

5 Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. 6 Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym. Takie to słowa powiedz Izraelitom.

Ichnia literatura może być na wysokim poziomie technicznym, jednak to zawsze będzie narzędzie walki kulturowej z gojami. To zawsze będzie nihilizm, pornografia, alkohol, narkotyki, dekadencja, niszczenie wszelkich wyższych wartości. Nawet jak to jest fajnie napisane, to ciągle jest to tylko ten program, jako przykład podam Franza Kafkę.

Nie wiem, czy Pan czytał o tym fragmencie historii. Żydzi, gdy sprowadzili sobie niewolników do Ameryk, to dużo wysiłku poświecali w ich prawidłowe uformowanie. Na każdej plantacji musieli być ludzie z różnych plemion, aby nie mogli porozumiewać się we własnym języku. Zakazywano im posługiwania się własnymi językami, narzucano obcy (angielski, francuski, portugalski), narzucano badziewiacką religię – jakąs odmianę chrześcijaństwa, co nakazywała posłuszeństwo panom w zamian za nieweryfikowalne życie wietrzne po śmierci. Sporo wysiłku (różnorodne tortury) inwestowano w pozbawienie niewolników jakiejkolwiek nadziei poprawy losu, itp. „Konsulting” związany z zarządzaniem „czarnuchami” to był cały pokaźny biznes.

W niedzielę spędziłem trochę czasu przed telewizorem. Koło 12.30 czy 13.30 na programie zdaje się Fokus czy Focus jest taki program z Kalifornii, gdzie jakies żydki wykupują nieodebrane graty ze skrytek z przechowalni (taka piwnica na wynajem, w Polsce w wielkich miastach też już to jest). Najważniejszy był tam taki zgrywus Barry Swarz :).  Oni licytują w ciemno, bo nie wiedzą dokładnie, co jest w środku, a potem wyceniają i opychają w swoich sklepikach. Ten program to oczywiscie kult żydowskiego „wolnego rynku” i spekulacji.

Potem była Familiada na dwójce. Tam dwie drużyny współzawodniczą, coś odgadują. Tylko gdy w Wielkiej Grze była kiedyś wiedza specjalistyczna, to tutaj jakieś banały. Dwie drużyny zdobywają kasę, gra jest o sumie zerowej. To oczywiście uczy kultu pieniądza i wzajemnego podszczypywania (teoria ewolucji w akcji). Cały scenariusz to realizacja żydowskiego programu dla gojów. Także chodzi nie tylko o literaturę.

Cała współczesna podkultura jest rządzona przez żydów dokładnie w tym samym celu, dla którego narzucali kulturę niewolnikom importowanym z Afryki.

Pozdrawiam,

Metro

Minęło osiem lat od śmierci dr. Dariusza Ratajczaka

Każdy szanujący się historyk jest z natury rewizjonistą. Bo zadaje sobie pytania: czy aby na pewno?” – pisał opolski historyk.

Minęło osiem lat od śmierci dr. Dariusza Ratajczaka. Jego rozkładające się zwłoki znaleziono 11 czerwca 2010 roku w samochodzie na parkingu przed supermarketem Karolinka w Opolu. Zmarł w nieznanych okolicznościach; przyjęto 29 maja 2010r. jako dzień jego śmierci.

Syn mec. Cyryla Ratajczaka, znanego obrońcy Ryszarda Kowalczyka oraz działaczy Solidarności w czasie stanu wojennego, miał Dariusz dobrze zapowiadającą się przyszłość zawodową przed sobą. Był pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Opolskim. W 1991r. ubiegał się o mandat poselski z ramienia Stronnictwa Narodowego.

„Każdy szanujący się historyk jest z natury rewizjonistą. Bo zadaje sobie pytania: czy aby na pewno?” – pisał opolski historyk. Jakie były skutki takiej postawy? – „Pogrzeb odbył się w warunkach konspiracyjnych. Nikt niepożądany nie był poinformowany o terminie pochowania zmarłego. Obecni byli tylko członkowie rodziny i najbliżsi przyjaciele, w sumie kilkadziesiąt osób. Tablica na jego grobie informuje, iż zmarł 29 maja 2010 roku. Nie można tu nie wspomnieć o osobliwym pożegnaniu ze strony „Gazety Wyborczej”, która wiadomość o śmierci swej ofiary umieściła pod tytułem „Znaleziono ciało kłamcy oświęcimskiego”.

Co takiego napisał dr Dariusz Ratajczak, że spotkał się nie tylko z niezrozumieniem otoczenia, ale wręcz z szalonym atakiem „elit” politycznych z kręgu „Gazety Wyborczej” i innych opiniotwórczych środowisk? Że został wyrzucony z pracy, był sądzony i otrzymał wilczy bilet na całe swe życie? Że zmarł w wieku 47 lat w dziwnych i tajemniczych okolicznościach? – Odpowiedzią, przynajmniej częściową, są słowa dr. Ratajczaka:

„Pisanie o stosunkach polsko-żydowskich jest czynnością ryzykowną. Szczególnie dla Polaka, który uważa, że stosunki te powinny być przedstawiane w oparciu o prawdę. Łatwo wtedy – paradoksalnie – narazić się na zarzuty o skrajny nacjonalizm, ksenofobię i „dyżurny” antysemityzm. Konsekwencje są zazwyczaj smutne: towarzyski bojkot (każdy ma takich znajomych, na jakich zasługuje), rasowy i wydawniczy „knebel”, ostatecznie – zawodowa śmierć”. – Nie tylko zawodowa, lecz faktyczna śmierć spotkała opolskiego historyka.

W 1999 roku wydał D. Ratajczak niepozorny zbiór artykułów pt. „Tematy niebezpieczne”. Dołączam do notki jeden z tekstów:

 

Dariusz Ratajczak: Okrucieństwa wojny
 
Każda wojna obfituje w okrucieństwa właściwe wszystkim wojującym państwom czy blokom państw. Problem polega jednak na tym, że po ich zakończeniu strona zwycięska eksponuje przede wszystkim własną martyrologię, przypisując pokonanemu przeciwnikowi cechy właściwe diabłu. Sama natomiast przedstawia się na podobieństwo świętego Jerzego gromiącego smoka – męża czystego, szlachetnego, bez skazy. Nie inaczej było i jest z konfliktem globalnym lat 1939-1945.
Mam nieodparte wrażenie, że młodzi ludzie postrzegają tę fatalną i samobójczą dla Europy wojnę jednostronnie, według schematu: ludobójczy Niemcy (tudzież Japończycy) – dobrzy Amerykanie, Anglicy, Rosjanie, wszelkiej maści partyzanci, konspiratorzy itd. Rzeczywistość tymczasem – jak to ona – jest dużo bardziej skomplikowana. To prawda, hitlerowcy i potomkowie samurajów popełniali masowe zbrodnie. Zostały one rozpoznane, odpowiednio ocenione (być może nie zawsze) i ukarane. Nie one będą zatem przedmiotem naszych krótkich rozważań. My skupimy się na kilku przykładach okrucieństw popełnionych przez aliantów; potworności, które w społecznej świadomości uchodzić bądą za wojenną konieczność bądź słuszną odpowiedź na bezeceństwa popełniane przez nieprzyjaciela. Nie muszę dodawać, że nie zostały one poddane nie tylko osądowi prawnemu, ale i moralnemu.
Zwycięzcom nikt nie patrzy na ręce. Jedną z największych potworności ostatniej wojny było bezpardonowe bombardowanie niemieckich miast, ofiarą których padała głównie ludność cywilna. Inicjatywa tego barbarzyństwa bezsprzecznie należała do Brytyjczyków. W roku 1942 rząd Churchilla przyjął Plan Lindemanna postulujący zmasowane i umyślne nękanie z powietrza cywilów. Efekty nie dały na siebie długo czekać. W czasie 10-dniowego bestialskiego bombardowania Hamburga w roku 1943 zginęło od 60 do 100 tysięcy mieszkańców tego dumnego miasta, w tym wielu pracujących tam robotników przymusowych. Półtora roku pózniej dywanowe naloty anglo-amerykańskie na Drezno – miasto pozbawione znaczenia militarnego – pozbawiły życia do 90 tysięcy ludzi. Oblicza się, że w wyniku tego powietrznego terroryzmu poniosło ogółem śmierć 400 tysięcy Niemców.
Aby ukazać jego skalę, niech wolno mi będzie zastosować następujące porównanie: na jednego Brytyjczyka zabitego przez niemieckich lotników podczas wojny przypadało dziewięciu Niemców zabitych przez ich anglo-amerykańskich odpowiedników; na każdą tonę niemieckich bomb zrzuconych na Wielką Brytanię przypadało 315 ton aliantów spuszczonych na głowy Niemców. Jeszcze większe dramaty stały się udziałem cywilów japońskich tępionych bronią konwencjonalną i atomową. Po wkroczeniu na na obszar Rzeszy jak najbardziej alianckie oddziały Armii Czerwonej masowo gwałciły kobiety i mordowały niewinnych ludzi*. Podobnie postępowały na Węgrzech i w Austrii.
Rosjanie z premedytacją zatapiali bezbronne niemieckie statki przewożące cywilnych uchodzców; ofiarą tego bestialstwa padło kilkanaście tysięcy kobiet i dzieci. Podczas ucieczki 15 milionów Niemców ze wschodnich terenów Rzeszy śmierć poniosło od 1 do 2 milionów ludzi. Częściowo były to ofiary mordów lub „specjalnego sowieckiego traktowania”. Podczas walk na wschodzie wielu niemieckich żolnierzy po dostaniu się do niewoli sowieckiej było natychmiast rozstrzeliwanych**, a ci którzy uniknęli szybkiej śmierci w zdecydowanej większości znalezli ją w Kraju Rad jako jeńcy wojenni. Wykończono ich nadludzką pracą i niedożywieniem. Tylko garstka powróciła do Niemiec w roku 1955.
Podczas wojny w ramach Wehrmachtu i sił pomocniczych walczyło do 1 miliona sowieckich obywateli – ochotniczo lub właściwie przymusowo. Po wojnie Brytyjczycy i Amerykanie, którym się poddali, wydali tych prawdziwych nieszczęśników Sowietom (wcześniej zapewniali ich, że ekstradycja nie wchodzi w rachubę). Ludzie ci zostali wymordowani przez NKWD i jugosłowiańskich komunistów lub zesłani na pewną śmierć do gułagów. Dotyczyło to tak żołnierzy, jak i cywilów.
Wyzwalanie Europy Zachodniej również dalekie było od ideału. W roku 1944 na froncie włoskim operowała dywizja marokańska pod dowództwem „Wolnego Francuza”, generała Juin. Siała ona śmierć i zniszczenie między Neapolem a Rzymem. Marokańczycy zgwałcili do 3 tysięcy kobiet w wieku 11-86 lat, a nawet niektórych mężczyzn. 100 kobiet zamordowano. Podobny los spotkał 800 mężczyzn próbujących je chronić. „Liberatorzy” zniszczyli nadto 81% mieszkań i zabudowań gospodarczych, ukradli 90% zwierząt hodowlanych oraz przywłaszczyli sobie wszystkie co cenniejsze kosztowności należące do cywilnych Włochów.
W tej samej Italii podczas wojny Amerykanie ściśle współdziałali z mafijnymi zbirami, przyczyniając się do restauracji ohydnej COSA NOSTRA – organizacji powalonej przez Mussoliniego***. W wyzwolonych częściach Francji i Włoch szalały komunistyczne szwadrony śmierci mordujące bez wyroku (lub po parodii procesu) każdego, kogo uważali za kolaboranta. Ciekawe, przy okazji, co sami robili w latach 1940-1941, gdy Stalin i Hitler byli sojusznikami? Ich sowieckich kolegów natomiast natomiast instruowano by „porywali niemieckich żołnierzy, torturowali, a następnie wystawiali ich okaleczone ciała tak, aby zbrodnie te w oczach okupanta obciążały ludność miejscową”**** (chodziło o spowodowanie niemieckich represji, które przyciągały do partyzanckich oddziałów mieszkańców wsi i miasteczek).
Celem tego krótkiego wywodu nie było umniejszanie licznych okrucieństw dokonywanych przez państwa osi. Te są nie do obrony. Pragnąłem tylko uzmysłowić młodym ludziom, że sprzeciw wobec zbrodni musi obejmować ich ogół, ponieważ wszelka selekcja w tym względzie prowadzi do moralnego relatywizmu – zródła prawdziwego zła współczesnego świata.
Dariusz Ratajczak
* Drobny przykład. Jesienią 1944 r. żołnierze niemieccy odbili z rąk sowieckich wschodniopruską miejscowość Nemmersdorf. Zastali tam kobiety przybite żywcem gwozdziami do wrót stodół, wielokrotnie zgwałcone dziewczęta, zamęczonych na śmierć starców.
** Było to zjawisko nagminne. Los taki spotkał np. wielu niemieckich żołnierzy broniących się w poznańskiej Cytadeli.
*** Wykonawcą zaleceń duce był prefekt Cesare Mori. Mafia może egzystować tylko w warunkach demokracji!

**** J.F.C. Fuller, The Decisive Battles of the Western World, London 1956, vol. 3, s. 438.

Mateusz Piskorski: List zza krat

Pisze dr Mateusz Piskorski z więzienia: W sumie mało kto zdaje sobie sprawę z absurdalności mojego położenia.

A ono jest przecież ilustracją atmosfery politycznej w Polsce, jest ewidentnym rezultatem polityki nienawiści i podżegania do wojny konsekwentnie prowadzonej przez polskie władze.

Jednym z jej elementów jest szpiegomania, powszechna teoria spiskowa  mówiąca o tym, że wszelkie porażki i niepowodzenia to skutek gry wrogich, obcych służb specjalnych.

Wyobrażanych wrogów polskie elity mają wielu, ale jednoznacznie pierwsze miejsce wśród nich zajmuje Rosja.

Mateusz Piskorski. List zza krat. Ocenzurowano, 05.04.2018 r. Warszawa
© ZDJĘCIE : MATEUSZ PISKORSKI
Mateusz Piskorski. List zza krat. „Ocenzurowano”, 05.04.2018 r. Warszawa
.

A to oznacza, że każdy, kto ma jakikolwiek kontakt z obywatelami rosyjskimi jest „w kręgu podejrzeń”. Za kontakty i współpracę z rosyjskimi politykami, politologami, dziennikarzami, organizacjami pozarządowymi grozi już więzienie, jak pokazuje mój przykład. 

Sąd
© FOTOLIA / IZZETUGUTMEN
ONZ sobie, a polski sąd sobie. Piskorski zostaje w areszcie

Ignorując wszelkie fakty, lekceważąc metodę naukową i elementarną logikę, doktryna polskiej rusofobii zakłada, że w Rosji tak naprawdę wszyscy związani są ze specsłużbami.

.
Zdaniem rządzących  i obsługujących ich fobie „ekspertów”,koronnym dowodem tezy, ze Federacja Rosyjska to państwo służb jest biografia i przeszłość Władimira Putina. Skoro sam prezydent to służby, również jego administracja musi mieć, według nich, te same korzenie.

Sprawujące w Polsce władze środowiska idą dalej w odmęty paranoi: dla nich w Rosji nie ma partii politycznych i polityków, mediów i dziennikarzy, instytutów badawczych i naukowców, firm i biznesmenów, wydawnictw i pisarzy, agencji reklamowych i specjalistów PR — to wszystko są specsłużby. Każdy obywatel Federacji Rosyjskiej   to potencjalny, prawdopodobny agent lub współpracownik służb.

Każdy obywatel Polski — utrzymujący kontakt i współpracujący z rosyjskimi osobami prawnymi i fizycznymi — to najpewniej szpieg. Efektem tej paranoi ma być zerwanie wszelkich relacji z Rosją i Rosjanami — politycznych, gospodarczych, społecznych, naukowych, kulturalnych.

To z kolei ma przygotować grunt do wojny, o której w swej chorej wyobraźni marzą i fantazjują polscy rusofobowie.

 

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy zdają sobie oni sprawę z bycia pożytecznymi idiotami i propagandowym mięsem armatnim w konfrontacji Waszyngtonu z Moskwą. Ich stan umysłu niedawno znowu bardzo trafnie opisał prof. Bronisław Łagowski (cytuję z pamięci): „Amerykanie podciągają swoją broń bliżej Rosji, a rządzący Polską głoszą, że to oni podciągają Amerykanów. Zauważyłem u młodszych ode mnie i całkiem młodych, że jeśli o tym myślą, to z nutą nadziei, że doczekają, iż to na polskiej ziemi w części odbędzie się ta nowa, wspaniała wojna. W takim duchu są wychowani przez państwo”. Nic dodać, nic ująć.

Polscy tropiciele rosyjskich służb nie zauważają, że prawdopodobnie państwem, gdzie te służby najbardziej chyba przenikają się z sektorem cywilnym są uwielbiane przez nich Stany Zjednoczone.

Mateusz Piskorski
© ZDJĘCIE : ZMIANA
Mateusz Piskorski
.

Mike Pompeo —z szefa CIA na szefa Departamentu Stanu, byli prezydenci — wysoko postawieni oficerowie specsłużb, Frank Carlucci — wiceszef CIA, a później w zarządzie organizacji pozarządowej Freedom House. To tylko kilka przykładów. Polscy szpiegomani są też ślepi na sytuacje we własnym kraju.

Polityk Prawa i Sprawiedliwości Bogdan Święczkowski był szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dziś jest szefem Prokuratury Krajowej, tej, która przetrzymuje mnie od dwóch lat w więzieniu.

Media donoszą zaś, ze koordynatorem najważniejszych polskich polityków, częstym rozmówcą premiera i szefa partii rządzącej jest związany z wywiadem brytyjskim i izraelskim tajemniczy Jonny Daniels.

Jarosław Kaczyński
© AFP 2018 / WOJTEK RADWANSKI
.
Aż chciałoby się w tej sytuacji zapytać: a może to właśnie w Polsce, a nie w Rosji, rola służb specjalnych, w tym obcych, jest zbyt duża?
.

Ci którzy zadają takie pytania mogą jednak albo zginąć w tajemniczych okolicznościach (jak Andrzej Lepper), albo trafić za kraty, jak ja.

Taki jest poziom ryzyka dla opozycji antysystemowej w Polsce. Dużo wyższy od tego, któremu w Rosji poddany jest Nawalny i jemu podobni. Im grozi najwyżej kilkanaście dni aresztu. W Polsce siedzieliby w więzieniu.

Mateusz Piskorski, polski polityk i politolog

https://pl.sputniknews.com/opinie/201805177982444-Ocenzurowano-Mateusz-Piskorski-dla-Sputnik-Polska/

Dr Mateusz Piskorski siedzi już dwa lata w więzieniu

Urodził się 18 maja 1977 roku w Szczecinie. Ukończył politologię na Uniwersytecie Szczecińskim i uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych. Jest z zawodu nauczycielem akademickim.

W wyborach 2005r. z listy Samoobrony RP uzyskał mandat posła na Sejm V kadencji. Był rzecznikiem prasowym Samoobrony RP. W lutym 2015r. został przewodniczącym nowo powstałej partii ZMIANA.

Nowa partia przedstawiła alternatywny program rozwoju Polski. W kwietniu 2015r. pisano o niej i jej szefie w „Deutsche Wirtschaftsnachrichten”: W Polsce powstała nowa partia opozycyjna, która nie popiera kursu rządu. – Partia ZMIANA sprzeciwia się zachodnim sankcjom wobec Rosji i stara się o dobre stosunki polsko – rosyjskie. W zbliżających się wyborach parlamentarnych, które odbędą się w październiku br., chce ZMIANA zdobyć więcej niż 10% głosów.

Szef partii Mateusz Piskorski określa retorykę Zachodu wobec Rosji jako „język konfrontacji i trzeciej wojny światowej”. Jego zdaniem przesadna reakcja na rosyjską ingerencję na Ukrainie doprowadziła faktycznie do eskalacji konfliktu.

„Nie było żadnej militarnej inwazji, lecz rozpad ukraińskiego państwa. Jesteśmy przeciwko tym, którzy twierdzą, że Rosja jest agresywną, imperialistyczną siłą – mówi szef nowej partii. – Inne kraje postępują bardziej racjonalnie i pragmatycznie, gdy idzie o politykę wschodnią”. Szef ZMIANY uważa, że ciężkie położenie polskich rolników, którzy ponoszą straty w wyniku sankcji, jest ważniejsze od wydarzeń na Ukrainie.

Biuro Bezpieczeństwa Narodowego w Warszawie klasyfikuje ZMIANĘ jako „jednoznacznie prorosyjską partię”. „Musimy zważać na to, kto finansuje takie partie i na czyją korzyść one pracują” – mówi minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna.

Piskorski jest widziany w polskich kręgach rządowych jako „agent Kremla”. 37-letni politolog nie przyjmuje tego zarzutu. „Rosja jest naszym sąsiadem i partnerem – mówi. – Rosja jest ostatnim krajem, do którego wkroczyłaby Polska”.   Jest przekonany o tym, że nastąpi w Polsce i w UE zmiana nastrojów względem antyrosyjskich restrykcji.

W czasie rządów PO nie dopuszczono do rejestracji partii ZMIANA. 17 maja 2016 roku, w przeddzień swych urodzin, został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW. Przedstawiono mu zarzut szpiegostwa na rzecz rosyjskiego wywiadu cywilnego, za co miał otrzymywać pieniądze – czytamy w Wikipedii. – Decyzją sądu został aresztowany.

Areszt ten był przedłuźany i trwa do dzisiaj. W sierpniu 2016r. pisał poseł Zygmunt Wrzodak: Upływają trzy miesiące od aresztowania i uwięzienia przez obecną władzę polityczną Mateusza Piskorskiego. Uważam to za potwarz w stosunku nie tylko do jego osoby, ale także wszystkich przytomnych politycznie Polaków. Były poseł Samoobrony Mateusz Piskorski, od 17 maja 2016 roku przebywa w areszcie. To smutne, znamienne i oburzające, że właśnie za rządów nomen omen Prawa i Sprawiedliwości stał się on pierwszym w Polsce liderem partii politycznej zatrzymanym pod zarzutem szpiegostwa, gdzie ABW, prokuratura nie przedstawiły żadnych konkretnych dokumentów lub innych dowodów obciążających Mateusza Piskorskiego.

Nie sądziłem, że jakakolwiek władza po 1989 r. posunie się do tak jawnego braku poszanowania wolności obywatelskich, jakie są aresztowania za poglądy polityczne. Dyspozycyjność prokuratury, a zwłaszcza sądu, w nazwie niezawisłego organu Rzeczpospolitej Polskiej, wobec władzy politycznej nie jest oznaką siły, przeciwnie – świadczy o słabości wymiaru sprawiedliwości oraz, polityków i o ich strachu przed wolnym słowem a więc przed własnymi obywatelami, czyli suwerenem naszego kraju. Jeśli nie mając wymiernych dowodów winy Mateusza Piskorskiego prokuratura odważa się postawić jakiejś zarzuty, a sąd to bezprawie sankcjonuje, musi liczyć się z tym, że „spisane będą czyny i rozmowy” i tę władzę też społeczeństwo prędzej czy później rozliczy.
.
Jesienią ub.r. pisał poseł Janusz Sanocki w atykule„Jak ABW przesłuchiwała mnie w sprawie Mateusza Piskorskiego”: W czwartek 12 października byłem przez godzinę przesłuchiwany przez funkcjonariuszy ABW (na Rakowieckiej 2A). Formalnie wezwano mnie jako świadka w sprawie Mateusza Piskorskiego, który od maja ub. roku siedzi w areszcie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Wiosną, na prośbę żony Piskorskiego udzieliłem mu poręczenia, bo uważam, że prokuratura miała dość czasu dla zebrania dowodów przestępstwa i jeśli tego nie zrobiła i nie potrafi przedstawić aktu oskarżenia to Piskorski powinien zostać zwolniony.

Sam w czasach PRL siedziałem w więzieniu bez żadnego oskarżenia, pod pozorami, a funkcjonariusze mnie i moich kolegów wyzywali od „pachołków Reagana”. Dlatego udzieliłem poręczenia dla Mateusza Piskorskiego, bo wszystko wskazuje że siedzi on w więzieniu za prorosyjskie poglądy. A ja nie o taką Polskę walczyłem, w której służby będą na rozkaz polityków wsadzali do więzienia tych, którzy głoszą poglądy inne niż oficjalne. Uważam, że w tej sytuacji moja niezgoda na przetrzymywanie w więzieniu człowieka za poglądy jest kwestią mojego sumienia. I dzisiaj funkcjonariusze ABW przekonali mnie, że miałem rację.

Wezwano mnie jako świadka, ale przesłuchiwano jako podejrzanego. Padały pytania czy byłem na Białorusi, czy obserwowałem wybory na Ukrainie, czy słyszałem coś o działalności Ruchu Autonomii Śląska. itd itp. Ponieważ Mateusza Piskorskiego spotkałem dwa razy w życiu i o niczym nie mogłem tu świadczyć, jest oczywiste, że chodziło o szykanowanie mnie i zastraszenie za to, że odważyłem się składając poręczenie, zaprotestować przeciwko nadużywaniu prawa przez ABW. Uważam, że służby specjalne znalazły się w rękach ludzi nieodpowiedzialnych.

W sprawie przesłuchania mnie – bez żadnego merytorycznego powodu – złożę skargę do marszałka sejmu i prokuratora generalnego. Domagam się też uwolnienia. Piskorskiego, albo przedstawienia mu zarzutów. ABW i prokuratura działają w tej sprawie wg klasycznej bolszewickiej zasady: „Dajcie człowieka a paragraf się znajdzie”. Takie metody absolutnie nie mogą być przez nikogo, kto chce zachować o sobie dobre mniemanie, akceptowane.

Sposób na naciągaczy – 15.05.2018.

Kanadyjka o żydowskich korzeniach, Sonia, matka autystycznego dziecka, dzieli się swoimi doświadczeniami w dziedzinie „spławiania” firm windykacyjnych:

Nie jest to i nie może być porada prawna, raczej rodzaj wymiany doświadczeń z życia codziennego. Materiał ten nie powinien być rozumiany jako zachęta do niespłacania zobowiązań.

Pamiętać należy że dzisiejszy system finansowy jest oparty na grzechu śmiertelnym (lichwa, tutaj św. Tomasz z Akwinu: http://www.newadvent.org/summa/3078.htm – a firmy windykacyjne to jeden z licznych przejawów patologii tego systemu. Firmy te działają często na granicy prawa, po obydwu stronach tej granicy, zastraszając swoje ofiary. Fundamentem ich działalności jest przewaga instytucjonalna. Samotny dłużnik nie ma szans w starciu z bandą radców, adwokatów, komorników, wykidajłów i innych zawodowych łobuzów, za którymi stoją układy i nieograniczony budżet na nękanie.

Sonia twierdzi że zna skuteczny sposób, który w Kanadzie pozwolił uciec wielu dłużnikom od nieuczciwych firm windykacyjnych. Technika prezentowana przez Sonię jest zgodna z prawem, opiera się na wykorzystaniu swoich uprawnień przez dłużnika.

———————————

Firmy windykacyjne zwykle kupują zaległe zobowiązania konsumenckie od wielkich detalistów, np. od operatorów telefonicznych. Jeżeli faktura nie zostanie zapłacona, detalista może sprzedać takie zaległe zobowiązanie firmie windykacyjnej w większym portfelu, razem z tysiącami podobnych zaległych długów. Firmy windykacyjne kupują takie portfele niespłaconych zobowiązań zwykle za mały odsetek ich nominalnej wartości. Jeśli dłużnik zapłaci cały dług, a być może jeszcze z odsetkami, firmy windykacyjne zarabiają marżę w wysokości setek czy wielu tysięcy procent. Złoty biznes.

Sonia mówi, że dłużnik, który nie zapłacił np. faktury za telefon, nie pozostaje w żadnej relacji prawnej z nękającą go firmą windykacyjną, która kupiła jego niespłacone zobowiązanie. Sonia proponuje rozwiązanie, które:

– jest zgodne z prawem, a jednocześnie

– pozwoli dłużnikowi na uniknięcie zapłaty długu według wartości nominalnej.

Należy mieć świadomość, że nadal będzie się to wiązać z negatywnymi konsekwencjami figurowania w różnych rejestrach dłużników, które to rejestry rządzą się autonomicznymi prawami.

W przypadku nękającego telefonu z firmy windykacyjnej Sonia proponuje swoim widzom WARUNKOWĄ ZGODĘ NA SPŁATĘ DŁUGU.

Warunkiem spłaty długu ma być udowodnienie przez firmę windykacyjną, że faktycznie nabyła to zobowiązanie i ma tytuł prawny do domagania się spłaty długu przez dłużnika. Należy się domagać dowodu faktu nabycia zaległego długu oraz potwierdzenia kwoty, za którą firma windykacyjna ten dług nabyła. Kwota zapłacona przez firmę windykacyjną stanowić będzie jeden z parametrów negocjacji spłaty zobowiązania. Tego typu żądanie jest całkowicie zgodne z prawem, ma na celu odsianie potencjalnych naciągaczy. Negocjacje z firmą windykacyjną powinny być prowadzone w formie pisemnej (zwykle list polecony).

Porada Soni – domaganie się pisemnego dowodu nabycia długu i potwierdzenia ceny nabycia tego długu – z pewnością nie jest sprzeczna z prawem. Sonia nie zebrała doświadczeń z autopsji, ponieważ nie kupuje na kredyt, a rachunki płaci o czasie (co z pewnością jest godną upowszechnienia praktyką), ale z doświadczeń jej kanadyjskich znajomych wynika, że firmy windykacyjne, które otrzymują takie listy od dłużników, zwykle odstępują od dalszych działań egzekucyjnych. Zdarzyło się nawet, że dłużnik otrzymywał po takim żądaniu potwierdzenie, że nie pozostaje w długu wobec firmy windykacyjnej.

Najprawdopodobniej cały biznes firm windykacyjnych lokuje się w „szarej strefie” nieuregulowanej przepisami prawa, bazuje na eksploatacji zastraszonych, pozostających w ignorancji, dłużników. Ta „szara strefa” ma zapewne różne rozmiary w różnych krajach. Pod filmem znajduje się relacja z wymiany doświadczeń widzów YouTube.

Opracował:  Mariusz B.